piątek, 20 lipca 2018

SYZYFOWE RATOWANIE PRZYRODY

Foto: By zobaczyć bezcenne widoki trzeba się trochę napocić. By przywrócić pierwotny wygląd przyrody, po przejściu turystów, to już syzyfowa praca


Gdy zaczyna brakować środków na ochronę lasów przed dewastacją, musimy liczyć się z kosztami.
Nie powinno zatem dziwić, że instytucje państwowe pobierają drobne opłaty za wstęp do parków, czy na górskie szlaki. 
Jestem zwolennikiem ponoszenia takich opłat, z zaostrzeniem (jednocześnie) kar za zaśmiecanie i dewastację lasów (gór).
Nie może być bowiem tak, jak wiele osób traktuje np. podatek za psa, tzn.: "płacę podatek, to nie muszę sprzątać po swoim psie, jak "narobi" na chodniku". 
Utrzymywanie terenów zielonych, do których przyjeżdża coraz więcej ludzi, przysparza wiele problemów finansowych zarządcom i właścicielom. Dlatego też opłaty, rekompensujące wydatki na utrzymanie zieleni, są (i będą) wprowadzane, powiększane. 
Ludzie są różni - najgorsi to tacy, dla których wejście do lasu, parku, to beztroskie niszczenie drzew, zaśmiecanie, a nawet umyślne, lub nie, podpalenie ściółki leśnej. 
Tyle razy słyszy się o głupocie ludzkiej, a szkoda że nie równie często o wysokich karach nakładanych na nich.
Samoregeneracyjna funkcja przyrody nie zawsze wystarczy, by przywrócić zniszczone mienie, by móc dalej, bezpiecznie korzystać z miejsc wypoczynku oraz szlaków turystycznych. Pomyśl o tym, gdy następym razem będziesz chciał naskakiwać na kasjera, przed wejściem do parku, pomyśl jaką syzyfową pracę robią za ciebie służby leśne.
Twoja opłata nie jest żadnym ciężarem dla Ciebie, tylko podziękowaniem komuś za to, że chce byś miło i bezpiecznie spędził tu czas. Nie zwalnia ona jednak nikogo, z kulturalnego zachowywania się w parkach,  lasach i innych miejscach rekreacji.

wtorek, 17 lipca 2018

LOGO I NAKLEJKI - PIERWSZE GADŻETY NA PIERWSZY ROCZEK BLOGA

Foto: Projekt różnych wersji logo wkomponowany w szablon naklejek

Chyba każdy z nas traktuje swoje urodziny, jako próbę zrobienia czegokolwiek, by żyło się nam lepiej.
Również i pierwszy roczek mojego bloga zmusił mnie do pewnych refleksji, bo dużo się wydarzyło przez ten rok.
Zacząłem nieśmiało, ale konsekwentnie.
Dzięki blogowej platformie "Blogger" stworzyłem indywidualną oprawę graficzną bloga, trochę powalczyłem z niektórymi ustawieniami wyglądu strony internetowej i enigmatycznymi znakami języka programowego html. 
Wykupiłem też domenę "przyjaciellasu.pl" i przeniosłem na nią bloga z adresu o rozszerzeniu "blogspot.com". 
Po ponad miesiącu powstał pierwszy wpis, pierwszy projekt logo, a potem, gdy wszystko ruszyło.....było coraz trudniej.
Zaczęły mnie nachodzić wątpliwości, co do poruszanej tematyki, do ostatecznej wersji logo, przez co wiele arkuszy bloku rysunkowego lądowało w koszu.
Nie uważam jednak, bym stracił czas, bo lubię mieć wszystko pod kontrolą i być jednocześnie pewnym tego, co oferuję innym ludziom do poczytania, że jest to przedstawiane na odpowiednim poziomie.
Od początku istnienia bloga, zdawałem sobie sprawę z tego, że będę potrzebował profesjonalnego logo i gadżetów (choć blog ma charakter jedynie hobbystyczny), bo jedni robią sobie tatuaże, oklejają rzeczy narzuconymi przez producentów wzorami, a ja zawsze chciałem mieć różne gadżety z własnym symbolem.
Od dziecka lubię naklejki samoprzylepne i właśnie o takim gadżecie, jako pierwszym, pomyślałem tworząc listę przyszłych rzeczy z moim logo.
Zaplanowałem sobie, że projekt graficzny logo przygotuję sam, bo miał on wyrażać mnie i moją pasję życiową, a nie biznesową atrakcyjność dla mas (tu umieściłem projekt logo). Skoro mój blog nie jest elementem jakiejkolwiek działalności zarobkowej, po co miałbym wydawać bezsensownie większe pieniądze na wymyślone przez firmę logo (w granicach 500 - 1.000 zł), które mi nie będzie potrzebne, a wyrzucać pieniędzy w błoto nie lubię.
Główną bolączką każdego grafika-amatora jest to, że logo staje się niewyraźne w trakcie powiększania go. Z tego powodu profesjonalne przerysowanie mojego projektu logo do wersji wektorowej oraz wykonanie pierwszych gadżetów (naklejek samoprzylepnych) zleciłem firmie reklamowej, bo ani nie mam za dużych zdolności plastycznych, ani odpowiedniego sprzętu komputerowego.
Tym sposobem za 210 zł, stałem się usatysfakcjonowanym posiadaczem dopieszczonego logo oraz aż 10 arkuszy naklejek samoprzylepnych, z różnymi wersjami logo (w tym samego symbolu), które pozwoliły symbolicznie zaistnieć blogowi w świadomości mojej rodziny i znajomych.


Foto: Mała rzecz, a cieszy

sobota, 14 lipca 2018

WODOODPORNE

Foto: Fontanna - Koszalin, Rynek Staromiejski

W czasie upałów, suszy, dziesiątki fontann cieszą mieszkańców miast.
Woda puszczana ze zmiennym ciśnieniem, tworzy mniejsze i większe strumienie. Przygrywa muzyka, a wieczorem można liczyć na dodatkowe atrakcje wizualne w postaci gry świateł i wody.
Obserwując fontanny w nadmorskich miejscowościach można stwierdzić, że tu są obszary dobrze nawodnione, bagienne. 
Drzewa na takich terenach mają zatem dostęp do wody, bo przecież nie są, ze swej natury, wodoodporne.
Niestety tak nie jest.
Brak opadów podczas lata, nie zostanie tak szybko zrekompensowany. Nikt nie jeździ też do lasu z cysterną, by podlewać drzewa.
Wszelkie leśne tereny mogą liczyć jedynie na przychylność pogody.
Tak ważne jest zatem, by mieć to na uwadze, podczas letniego wypoczynku w lesie.
Niska wilgotność ściółki leśnej w połączeniu z niedopalonym papierosem, porzuconą butelką szklaną, to potencjalne zagrożenie pożaru.
Czasami robimy coś bezwiednie, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Zachęcam, by zawsze traktować lasy, jak by były wodoodporne. 
Wtedy łatwiej  będzie nam przewidzieć niebezpieczne zachowania i im zapobiec.

wtorek, 3 lipca 2018

DLACZEGO CZŁOWIEK CZŁOWIEKOWI AKURAT WILKIEM?

Kliknij w obrazek poniżej, by zobaczyć, że wilk potrafi być bliski człowiekowi.


poniedziałek, 2 lipca 2018

ZIELONE OGRODY cz. II - "HORTULUS SPECTABILIS"

Jak obiecywałem sobie w zeszłym roku, wróciłem do Dobrzycy w czerwcu 2018 r., by zwiedzić drugą atrakcję: "Ogrody Hortulus Spectabilis", potocznie nazywaną labiryntem.
Jest to jednak duże uproszczenie, bo tak dokładniej, to kolejny obszar różnorodnych zielonych nasadzeń z ciągle powiększaną aranżacją...





... i z różnego rodzaju małą architekturą, posągami, rzeźbami, kamieniami itp. 









Oczywiście centralną część terenu zajmuje ok. 20-metrowa wieża widokowa i labirynt, który (według informacji umieszczonych na ulotkach) jest największym na świecie labiryntem grabowym o powierzchni 1 ha i wysokości ścian około 2 metrów.



Proponuję przed wejściem do labiryntu wejść na wieżę, by zobaczyć okolicę, a przy okazji, jak przejść labirynt. Alternatywą jest zakupienie mapy labiryntu przy kasie wstępu do ogrodu. Odradzam takie wyjście tym bardziej, że na wieży zawsze jest strażnik, który służy pomocą (krzykiem) jak iść, gdy się zabłądzi.

Foto: Widok z wieży widokowej na część labiryntu, głównej atrakcji "Hortulus Spectabilis"

Dużą ulotkę z mapą lepiej kupić przy wychodzeniu z ogrodu jako pamiątkę - można wtedy przybić sobie duże pieczątki z pobytu.

Przybyłem. Zobaczyłem. Przeszedłem... cały labirynt. Polecam przeżyć dezorientację i frustrację przy kolejnej ścieżce bez przejścia.

Poniżej mój filmik z pierwszych minut w labiryncie - wtedy jeszcze jakoś mi szło 😏.


Foto: Zdjęcie widokówki z zaznaczoną, trasą labiryntu, jaką przeszedłem na filmiku

Podsumowując pobyt w obu ogrodach muszę przyznać, że naprawdę warto tu spędzić czas. Są jednak 3 rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę, wybierając się do Dobrzycy:

1. Pełne zwiedzanie każdego z ogrodów zajmuje parę godzin. 
Poza zwiedzaniem samych ogrodów trzeba bowiem wliczyć czas na:
a) posiłek (w obu ogrodach można kupić pełne zestawy obiadowe),
b) wizytę w markecie ogrodniczym przy "Ogrodach Tematycznych Hortulus" (warto choćby nacieszyć oczy, bo oferowany jest - poza pieczęciami i widokówkami przy wejściu - naprawdę szeroki asortyment m.in figurek, naczyń, ozdób itp., ułożonych kolorystycznie na każdej części sklepu),
c) dodatkowy czas na błądzenie w labiryncie (polecam zwracać uwagę na innych zagubionych ludzi, napotykanych po drodze - jakoś człowiekowi robi się raźniej, widząc że inni są w podobnej sytuacji). 

2. Odległość między "Hortulus Spectabilis" i "Ogrodami Tematycznymi Hortulus" wynosi ponad 2 km (trasa drogą gminną, asfaltową).



To dodatkowo utrudnia zwiedzanie obu ogrodów w jeden dzień dla niezmotoryzowanych, ale i zmotoryzowani, także pasażerowie autokarów, po przejściu ogrodów w jeden dzień, bardziej odczują niedosyt z nie obejrzenia wszystkiego dokładnie (wszyscy się w dzisiejszych czasach gdzieś śpieszą). 
Ja podzieliłem sobie wizytę na dwa razy (jeden dzień, jeden ogród), co wiązało się z kupnem dwóch osobnych biletów. 
Zwiedzając w jeden dzień oba ogrody możemy kupić łączny, tańszy, bilet (42 zł a 34 zł robi różnicę).

Nieoficjalnie dowiedziałem się, że ogrody zostaną niebawem połączone, co spowoduje, że nie trzeba będzie wychodzić z każdego z nich, by dostać się do drugiego - może wówczas łatwiej będzie zwiedzić wszystko w jeden dzień. 

3. Na terenie ogrodów obowiązuje zakaz wprowadzania psów..., ale to i inne ważne informacje można odczytać na stronie internetowej "Hortulus Dobrzyca".

Mam nadzieję, że zachęciłem Was do wizyty w Dobrzycy, a jednocześnie nie zdradziłem za wiele, by każdy mógł być mile zaskoczony wizytą w ogrodach.
Fajne w tym wszystkim jest też to, że ogrody ciągle są powiększane, upiększane, powstają nowe elementy - to daje nadzieję, że wracając po kilku latach w to samo miejsce, możemy oczekiwać nowych, ciekawych aranżacji.



niedziela, 1 lipca 2018

ZIELONE OGRODY cz. I - "OGRODY TEMATYCZNE HORTULUS"

Foto: "Ogrody Tematyczne Hortulus" sierpień 2017

W poszukiwaniu terenów zielonych, postanowiłem odwiedzić "Ogrody Hortulus", które znajdują się w miejscowości Dobrzyca (niedaleko Koszalina, zachodniopomorskie).
W związku z tym, że wyprawa odbyła w sierpniu 2017 r. i czerwcu 2018 r. postanowiłem przestawić Wam krótką fotogalerię z pobytu dopiero teraz, po odwiedzeniu obu atrakcji: 
- Ogrodów Tematycznych Hortulus (sierpień 2017),
- Ogrodów Hortulus Spectabilis (czerwiec 2018).

PS. Nie zamierzam bezkrytycznie reklamować tego miejsca, bo ani nikt mi za to nie płaci, ani nie taka jest misja mojego bloga. Chcę zwrócić jedynie symbolicznie uwagę na istniejące miejsca, które (pomimo biznesowego nastawienia na zysk) dają ludziom radość, odprężenie, często inspirację, a takim miejscem niewątpliwie są wymienione ogrody.

W tym poście napiszę o pierwszych z nich, tj. "Tematycznych Ogrodach Hortulus".




Ogrodów jest około 30, a można je oglądać idąc wyznaczonym szlakiem, na obszarze 4 ha (jak można przeczytać w ulotkach).
Dzięki zwartej przestrzeni, płynnie przechodzi się do każdej, kolejnej, części ogrodu bez niepotrzebnej straty czasu, co mi się bardzo spodobało - trzeba jednocześnie trzymać się trasy zwiedzania, by nie ominąć jakiegoś zakątka.



Pomimo sierpniowej aury, zieleń prezentowała się przyzwoicie. Widać jednak od razu, że zwiedzanie ogrodów poza okresem wiosennym jest uboższe o widoki kwitnących roślin np. tulipanów i trochę mi tego brakowało, tak jak zapachów majowych, czerwcowych kwiatów. Niemniej jednak zwiedzanie jest przyjemne, można zobaczyć wiele ciekawych rozwiązań aranżacyjnych, przy których aż się prosi, by zrobić sobie fajne zdjęcia. 





Warto dodać, że na obejrzenie (na spokojnie) wszystkiego, potrzeba do 2 godzin, zatem wydatek na bilet (lekko ponad 20 zł - bilet dla osoby dorosłej) jest w pełni zrekompensowany doznaniami i możliwością robienia zdjęć pamiątkowych bez dodatkowych opłat. Opłaty pobierane są jedynie od zdjęć weselnych i komercyjnych. 





Właściwie w każdym ogrodzie są miejsca, w których można na chwilę usiąść, odpocząć, rozkoszując się widokiem. Gdy nie goni nas czas, można w pełni się zrelaksować przed powrotem do codzienności.


Tyle na dziś, gdyż moje zdjęcia są jedynie subtelną zachętą do przyjazdu. Specjalnie nie pokazuję wielu ogrodów, by każdy mógł zobaczyć ich specyfikę na żywo i czasem powiedzieć: "Ale fajne!".
Efekt "Wow" lepiej przeżyć na miejscu, niż przeglądając zdjęcia, które nie oddają klimatu, zapachu roślinności, czy śpiewu ptaków.

Jutro udostępnię drugą część, dotycząca "Ogrodów Hortulus Spectabilis" wraz z podsumowaniem obu wycieczek.

niedziela, 17 czerwca 2018

WAKACJE CZYLI NAUKA POSZŁA W LAS

Foto: Coraz rzadziej spotykane zakątki

Gdy rozpoczynamy naukę w szkole podstawowej, powoli zapoznajemy się z przyrodą m.in. dzięki wycieczkom klasowym do parków, czy lasów.
Podstawowe zasady zachowania się w lesie są wielokrotnie powtarzane na lekcjach.
Najwięcej czasu poświęca się wówczas zakazom niszczenia i zaśmiecania wszelkiej zieleni. 
Z biegiem lat doznajemy niestety jakiejś amnezji.
Wszystko, co jest sprzeczne z zasadami, staje się dla nas atrakcyjniejsze, zabawniejsze.
Nie myślimy o skutkach, jakie przynosi niefrasobliwe pozostawienie butelek szklanych, czy wyrzucenie niedopałka w trawę.
Szczytem bezczelności wydaje się być wywożenie do lasu różnych rzeczy z mieszkań (zepsutych i uszkodzonych mebli, armatury, materiałów budowlanych).
Jest to świadome narażanie cudzego zdrowia lub życia. 
Pozostawiona w zaroślach zardzewiała blacha może zranić zarówno ssaki leśne, jak i każdego turystę, czy zbieracza runa leśnego.
Dla większości osób wydaje się, że takie przykłady ich nie dotyczą, że oni tylko(!) wyrzucają ewentualnie opakowania jedzenia i plastikowe butelki po napoju.
Przepisy i regulaminy w zakresie ochrony przyrody nie po to są ustanawiane, by były jedynie straszakiem w postaci groźby otrzymania mandatu za zaśmiecanie (niszczenie) zieleni.
Śmieci to realne zagrożenie dla całego ekosystemu, łatwo ulegającego degradacji, a skutków niektórych naszych zachowań nie możemy tak do końca przewidzieć.
Gdybanie, zatem, o małej szkodliwości wyrzucanych przez nas odpadów, to takie wróżenie z fusów.
Okazuje się, że nawet zwykły sznurek potrafi przyczynić się do padnięcia zwierzyny przez uduszenie, a kawałek papieru może rozniecić potężny pożar.
Przy następnej wizycie na szlaku turystycznym odpokutujmy nasze dotychczasowe błędy i bądźmy przykładem dla innych - nie tylko nie pozostawiając śmieci, ale zabierając ze sobą napotkane odpadki i wyrzucając je do najbliższego pojemnika, kosza na śmieci.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

NIE UJARZMISZ DZIKIEJ NATURY


Foto: Proponuję zbliżać się tylko do takich miśków.

Ciekawość bliższego przebywania ze zwierzyną leśną, chęć pogłaskania, przytulenia młodych, dokarmianie - to częste przyczyny ingerencji w życie dzikich zwierząt. Niestety w wielu przypadkach, taki kontakt (niedoświadczonych miłośników zwierząt) kończy się niebezpiecznie dla nich, lub zwierząt.
Młode, na sierści których pozostawiamy swój zapach, mogą zostać odtrącone przez swoje matki i, bez pożywienia, zginąć.
Dorosłe, dzikie zwierzę nie rozróżni natomiast, czy mamy wobec niego dobre, czy złe intencje, zbliżając się nawet powoli.
Jeśli jest to drapieżnik sprawa wygląda jeszcze bardziej niebezpiecznie.
Trzeba pamiętać, że zagrożenie utraty zdrowia, życia, może nastąpić ze strony każdego osobnika, nawet takiego, którego nie podejrzewalibyśmy o groźne zachowanie.

Poniżej umieściłem link do krótkiego filmu, na który natrafiłem, jako przestrogę, byśmy traktowali zwierzęta z respektem.


Źródło: You Tube

poniedziałek, 18 grudnia 2017

GRANICE WYTRZYMAŁOŚCI

Parki, łąki, lasy. Cóż byśmy bez nich zrobili?
Gdyby nie wymiana gazowa, nie mielibyśmy czym oddychać.
Czy kogoś interesuje to, ile jeszcze są w stanie przyjąć trucizn na swoje "barki"? Przestrogą niech będzie film "Zdarzenie" M. Nighta Shyamalana, reżysera słynnego filmu "6 zmysł". Wszyscy mamy swoje granice wytrzymałości i obawiam się, że przyroda także. Buntując się wszechobecnemu zatruwaniu środowiska, może nas dotkliwie ukarać. Parafrazując znane powiedzenie, mogę powiedzieć, że: "Kto walczy z przyrodą, od przyrody ginie". Efekt cieplarniany to dopiero początek. To danie nam szansy na opamiętanie się. 
Pytanie, czy ją wykorzystamy?


piątek, 24 listopada 2017

KRZYK NATURY

Foto: Graffiti zaobserwowane na jednym z koszalińskich budynków

Rzeczywistość jest smutna.
"Dzięki" tzw. ustawie pana ministra środowiska Jana Szyszko, od 1 stycznia 2017 r. krzewy i drzewa na prywatnych terenach, których właścicielami są osoby fizyczne, mogą być wycinane bez zgody (pozwolenia, nadzoru) organów samorządowych (wójta, burmistrza czy prezydenta miasta).
W wyniku tego, coraz więcej drzew i krzewów znika z naszych ulic, parków i osiedli. 
Okazuje się, bowiem, że tereny, które dla mieszkańca miasta wyglądały na miejskie, są w posiadaniu osób prywatnych.
Najgorsze jest to, że wycinane są dorosłe drzewa, które (w przeciwieństwie do młodych drzewek) mają większą zdolność absorpcji dwutlenku węgla i innych gazów.
Po fali oburzenia, na jaką naraziło się Ministerstwo Środowiska, następują zmiany w przepisach i powrót do obowiązku zgłaszania wycinki drzew do właściwego urzędu (krzewy są wyłączone z tego obowiązku).
Nikt nie wie, jak daleko wycinka drzew zaszkodzi naszemu klimatowi, zwiększy poziom zanieczyszczenia, jednak fakt nastąpił i musi upłynąć dużo czasu, by wszystko wróciło do pierwotnego stanu.
Rozumiem właścicieli domków, którzy 25 lat temu posadzili drzewa (lub mieli samosiejki na posesji), a teraz chcą je ściąć, bo zagrażają bezpieczeństwu.
Największe oburzenie budzi wycinka w prywatnych parkach i lasach, które kiedyś były we władaniu samorządów lokalnych.
Działania zmierzające do wycinki drzew na takich terenach są zwykłym, bezdusznym działaniem biznesowym, nastawionym na zysk.
Dobrze, że ludzie się opamiętali i stanęli w obronie przyrody, a w konsekwencji, w obronie własnego życia.
Są pewne wartości, deprecjacji których (przepisami prawnymi) nie można lekceważyć, bo w końcu zginiemy w natłoku betonu i smogu miejskiego.

niedziela, 29 października 2017

ETYKA ŁOWIECKA

Foto: Trofeum w jednej z zakopiańskich karczm

Przeglądając strony internetowe, natknąłem się na akcję społeczną "Nie podaję ręki myśliwym" (odsyłacz do strony).
Skłoniło mnie to, do napisania kilku słów w tym temacie.
Z myślistwem miałem styczność praktycznie od pierwszej klasy podstawówki, będąc często w odwiedzinach u kolegi.
W związku z tym, iż jego ojciec pasjonował się łowiectwem, mogłem oglądać dziesiątki poroży i wypchane zwierzęta, umieszczone na ścianach salonu.
Wtedy uważałem taką profesję za coś niestosownego - chwalić się zabiciem bezbronnego stworzenia?
Z wiekiem zacząłem dostrzegać, że myśliwi to ludzie, którzy poza pasją polowań, w równym stopniu przyczyniają się do poprawy stanu środowiska oraz regulują równowagę w świecie zwierząt, poprzez stosowny odłów i przetransportowanie osobników w inne miejsca, w sytuacji zwiększającej się populacji danego gatunku.
Jak w każdej rodzinie, tak i w braci łowieckiej, znaleźć można czarne owce.
Istnieje bowiem znacząca grupa tzw. weekendowych myśliwych, dla których, nie ma co ukrywać, głównym powodem wstąpienia do związku łowieckiego (zgodnie z prawem łowieckim tylko tak można zostać pełnoprawnym myśliwym) była chęć zaspokojenia własnego "ego" lub/i zarobkowania na polowaniach, pozyskiwania mięsa zwierząt. Nie przejawiają oni większego zainteresowania działalnością non-profit w, szeroko pojętej, gospodarce łowieckiej.
Tu istnieje duży problem etyczny, czy tacy ludzie powinni mieć uprawnienia, skoro nie myślą nawet o ochronie, pielęgnacji, otoczenia leśnego, a skupiają się głównie na czerpaniu korzyści z polowań?
Ideą akcji "Nie podaję ręki myśliwym" jest jednak piętnowanie wszystkich myśliwych, gdyż nikt im nie dał moralnego prawa do zabijania zwierzyny.
Jako końcowe ogniwo łańcucha pokarmowego, staliśmy się obojętni na los naszych "mniejszych braci". 
Polowanie na ptactwo i małe ssaki stało się elitarną rozrywką w świetle prawa.
Podporządkowujemy sobie świat zwierząt, nie bacząc na moralny aspekt działań, a przecież to my zasiedlamy tereny uprzednio zajęte przez dziką zwierzynę.
Powstające osiedla na skajach lasów są tego najlepszym przykładem.
Mimo wielu akcji protestacyjnych, ujawniających i piętnujących bezduszne polowania, nie mam wątpliwości, że łowiectwo, jako gospodarka, jest potrzebne.
Zwalczanie kłusownictwa, usuwanie pułapek na zwierzynę, odłowy zwierząt i ich przesiedlenia, tworzenie osłon lęgowych, zadrzewianie, zakrzewianie, ochrona ludności i mienia przed drapieżnikami - to niektóre sytuacje, gdzie pomoc myśliwego staje się nieodzowna. Jest to o tyle istotne, że tak naprawdę w tej sferze trudno znaleźć jakąkolwiek instytucję państwową, zainteresowaną pomocą w wyżej wymienionych przypadkach.
W nadleśnictwach, jako instytucjach o najbardziej zbliżonym terytorialnie profilu funkcjonowania, nie przewiduje się (w myśl przepisów) miejsca na łowcze działania w tak szerokim zakresie.
Wszelkie uregulowania prawne i zasady etyczne powinny oczywiście skuteczniej eliminować wszelkie patologie, a nie jedynie usprawiedliwiać zachowanie łowczych względami sanitarnymi, niby zabezpieczającymi przed zagrożeniem np. epidemiologicznym ze strony zwierząt.
Wilk, ryś, czy niedźwiedź, to właściwe osobniki do likwidowania słabych i chorych istot leśnych - więcej na ten temat przeczytasz np. tutaj.
Może warto dać im szansę?
Owszem, są niebezpieczni dla ludzi i zwierząt hodowlanych, ale głównie dlatego, że wkraczamy w ich naturalne środowisko. Nasza ingerencja w tereny zielone (wycinka drzew pod drogi i mieszkalnictwo) oraz polowania na zwierzynę, stanowiącą ich pokarm, zmusza tę trójkę zwierząt do wypraw poza obszary leśne. Zatem bez powodu nas nie niepokoją.
Chcąc jednak regulować w inny sposób populację zwierząt, spytam retorycznie: dlaczego psy i koty można sterylizować, kastrować, a takiego dzika już niekoniecznie? 
Bo jego zjadamy? Śmiem twierdzić, że to jest główny powód.
Gdyby dziczyzna nie była jadalna, ilość myśliwych zmniejszyła by się drastycznie.
Odszkodowania, jakie muszą płacić koła łowieckie,  to drugi powód ostrzału.  
Rekompensowanie części strat mięsem dziczyzny i przy okazji likwidowane potencjalnych strat finansowych, wydaje się uzasadniać ekonomiczny powód polowań,  w tym dla obcokrajowców.

Trzeba pamiętać, że dziki też pełnią określoną funkcję w gospodarce leśnej - rozsiewają nasiona kwiatów, użyźniają glebę, zjadają małe szkodniki leśne.

Wracając, zatem, do punktu wyjścia, podzielam wzburzenie autorów kampanii społecznej jako przeciwników polowań i przyznaję rację w większości przypadków.
Łatwiej człowiekowi pozbawić życia bezbronnego zwierzęcia i jeszcze na tym zarobić, niż ponieść większe koszty, by zastosować bezkrwawy wariant regulacji liczebności gatunku.
Póki świadomość ludzka nie dojrzeje do humanitarnych rozwiązań systemowych, jeszcze długo przyjdzie nam przyglądać się temu kontrowersyjnemu hobby, gdzie myśliwi (bez wyrzutów sumienia) fotografują się, z uśmiechem, nad upolowanym trofeum.
Taki obrazek jest chyba najbardziej nieetyczny, niewybaczalny i za takie zachowanie obrywa się myśliwym najbardziej, od obrońców zwierząt, na całym świecie.
Polowanie to coraz częściej bezduszna rekreacja, mająca na celu podbudowanie niskiej samooceny, pokazania swojej wyższości, ważności... tylko wobec kogo? Bezbronnego zwierza? 
Tak zwane elity pasjonują się myślistwem i lobbują, by nie zrywać z tradycją. Tylko, że tradycję tworzą ludzie, to ich wymysł powielany przez lata. Zaprzestanie weekedowych polowań nie uczyni nas gorszymi, bez tożsamości, i nie zostawi nas w kulturowej pustce.

Jak już wspomniałem, nie można jednak traktować działalności wszystkich związków łowieckich jako zła i umniejszać ich roli nawet, gdy myśliwy sięga po broń by zadać szybką śmierć rannemu, męczącemu się, zwierzęciu, czy w obronie ludzkiego życia.
Również polowania w ramach limitu odstrzału, przy zachowaniu stosownej powagi, oddaniu czci padłemu ssakowi, można by było uznać za właściwe, gdy zachwiana zostaje równowaga w środowisku zwierząt, a nie ma szybkiej możliwości przywrócenia jej samoistnie bez narażania zwierząt na np. samosąd ze strony rolników, czy indywidualnych ludzi,...ale to już poddaję indywidualnej ocenie etycznej każdego z was.

sobota, 23 września 2017

W OBRONIE PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ

Bycie człowiekiem naznaczone jest przywarą, która objawia się tym, że wszyscy wszystko wiedzą lepiej.
Dobre rady są potrzebne. Gdy, jednak, narzucanie innym swojego światopoglądu, stylu życia, prowadzi do dewastacji lasów i dotyka także ich mieszkańców, musimy zareagować obronnie.
Przyroda nie ma głosu, nie może się obronić przed ekspansją ludzi i ich subiektywnymi poglądami.
Wycinanie lasu tylko dlatego, bo ktoś z większą władzą tak postanowił, musi budzić w nas chęć protestu. 
Lasy to nasze pierwotne płuca i każdy krok do ich zmniejszenia, powinien być przeanalizowany rosądnie, merytorycznie, z wyczerpującym uzasadnieniem.
Wielu ludzi, w tym mnie, wzburzył ostatnio fakt, że korniki atakujące długowieczne drzewa liściaste, uzasadniły decyzję o wycince drzew na skalę masową i planowanego (na później) zastępowania ich młodymi sadzonkami.
Korniki to nie bakterie, które zatruwają tlen, a każde wycięte drzewo to utrata tego drogocennego pierwiastka.
Jeśli jedno wieloletnie drzewo liściaste potrafi wytworzyć, dzięki fotosyntezie, tyle samo tlenu, co 2700 młodych sadzonek, to albo jesteśmy na bakier z logicznym myśleniem, albo nie przywiązujemy wagi do tego, w jakim powietrzu przyjdzie nam wkrótce żyć.
 

 

sobota, 26 sierpnia 2017

ETYMOLOGIA NAZWY BLOGA I JAK POWSTAWAŁO LOGO

Większość spraw, które robimy w życiu, służy naszemu rozwojowi.
Dopóki jednak nie poznamy siebie, trudno mówić o realizacji jakichkolwiek celów.
Bez przemyślanych zasad postępowania, dostosowanych do naszych wewnętrznych odczuć i pragnień, a przede wszystkim bez określenia podstawowych celów, nasze życie byłoby jak dryfowanie po morzu na tratwie.
Jeśli jakimś cudem nie utoniemy, to jest szansa, że w końcu gdzieś dopłyniemy - tylko czy będziemy zadowoleni wtedy z życia?
Nikt lepiej nas nie nauczy dążenia do celu, jak zwierzęta.
Godzinami mogę patrzeć na ich spryt, przebiegłość, cierpliwość w drodze do zdobycia np. pokarmu.
Wytrwałość w działaniu niedźwiedzia, czy wilka, przejawia się również w ich możliwościach wędrownych, przekraczających ponad 20 km dziennie - ja też lubię pokonywać taki dystans pieszo.
Niedźwiedź to dla mnie symbol siły i niezależności, a zarazem zimowego wyciszenia. Moje imię pochodzi z języka celtyckiego, również od słowa niedźwiedź (art/arth; ur - młody). 
Wilka natomiast cenię za cierpliwość, wierność zasadom, sprawną współpracę w grupie, inteligencję.
Każdy z nich budzi respekt, choć jednocześnie fascynuje.
Wiele cech tych zwierząt odnalazłem w sobie, lub stanowią dla mnie drogowskaz w życiu, dlatego użyłem ich w logo mojego bloga (symbolu).
Aby zobrazować nazwę bloga, narysowałem profil niedźwiedzia i wilka, jeden na drugim.

Foto: Pierwsze kroki w tworzeniu symbolu (sygnetu)

Taki zabieg miał za zadanie stworzyć wrażenie, że moja osobowość jest połączeniem (przenikaniem się) cech obydwu z nich.

Dwa zdania dodane w dniu 20 czerwca 2018 r.:
Pierwotnie wymyśliłem nazwę angielską "BEAR WOLF", i nawet ją zastosowałem do bloga wcześniej, jednak ostatecznie zdecydowałem się na mniej oklepaną nazwę: "HIDDEN BEAR" czyli "ukryty niedźwiedź".
Pomysł na taką nazwę (patrząc na sygnet) wydaje się być oczywisty. 

Foto: Dopracowany sygnet, przerzucony skanem na komputer

Wizerunek drapieżnych zwierząt umieszczany na różnych gadżetach, czy nawet używany przez wielu ludzi jako tatuaż na ciele, to próba socjotechnicznego wpływu na otoczenie, przez kreowanie się na groźnego osobnika. W moim przypadku tak nie jest.
Ten symbol daje mi po prostu pozytywny impuls na każdy dzień, by nigdy się nie poddawać.
Pokazuje także moją bliskość emocjonalną z przyrodą, na której ochronę mam zamiar zwrócić uwagę wszystkich odwiedzających blog - niedźwiedź i wilk to gatunki prawnie chronione.


Foto: Ostateczny projekt logo (z uwzględnieniem zmiany nazwy w dn. 20.06.2018 r.)

Postscriptum.

Inspiracją do stworzenia sygnetu była też fotografia, na którą przypadkiem natrafiłem w Internecie. Umieściłem ją poniżej.
Własnoręcznie narysowany symbol bloga "od zera" (nie odrysowany od zdjęcia), niweluje, przy okazji, wszelkie  spekulacje i  podejrzenia o naruszenie czyichś praw autorskich. 


Foto: Sygnet na tle obróconego zdjęcia (w oryginale zwierzęta patrzą w lewo) - Link do oryginalnej wersji fotografii