niedziela, 17 czerwca 2018

WAKACJE CZYLI NAUKA POSZŁA W LAS

Foto: Coraz rzadziej spotykane zakątki

Gdy rozpoczynamy naukę w szkole podstawowej, powoli zapoznajemy się z przyrodą m.in. dzięki wycieczkom klasowym do parków, czy lasów.
Podstawowe zasady zachowania się w lesie są wielokrotnie powtarzane na lekcjach.
Najwięcej czasu poświęca się wówczas zakazom niszczenia i zaśmiecania wszelkiej zieleni. 
Z biegiem lat doznajemy niestety jakiejś amnezji.
Wszystko, co jest sprzeczne z zasadami, staje się dla nas atrakcyjniejsze, zabawniejsze.
Nie myślimy o skutkach, jakie przynosi niefrasobliwe pozostawienie butelek szklanych, czy wyrzucenie niedopałka w trawę.
Szczytem bezczelności wydaje się być wywożenie do lasu różnych rzeczy z mieszkań (zepsutych i uszkodzonych mebli, armatury, materiałów budowlanych).
Jest to świadome narażanie cudzego zdrowia lub życia. 
Pozostawiona w zaroślach zardzewiała blacha może zranić zarówno ssaki leśne, jak i każdego turystę, czy zbieracza runa leśnego.
Dla większości osób wydaje się, że takie przykłady ich nie dotyczą, że oni tylko(!) wyrzucają ewentualnie opakowania jedzenia i plastikowe butelki po napoju.
Przepisy i regulaminy w zakresie ochrony przyrody nie po to są ustanawiane, by były jedynie straszakiem w postaci groźby otrzymania mandatu za zaśmiecanie (niszczenie) zieleni.
Śmieci to realne zagrożenie dla całego ekosystemu, łatwo ulegającego degradacji, a skutków niektórych naszych zachowań nie możemy tak do końca przewidzieć.
Gdybanie, zatem, o małej szkodliwości wyrzucanych przez nas odpadów, to takie wróżenie z fusów.
Okazuje się, że nawet zwykły sznurek potrafi przyczynić się do padnięcia zwierzyny przez uduszenie, a kawałek papieru może rozniecić potężny pożar.
Przy następnej wizycie na szlaku turystycznym odpokutujmy nasze dotychczasowe błędy i bądźmy przykładem dla innych - nie tylko nie pozostawiając śmieci, ale zabierając ze sobą napotkane odpadki i wyrzucając je do najbliższego pojemnika, kosza na śmieci.

piątek, 4 maja 2018

WYJŚCIE DO MIEJSKIEJ DZICZY


Zakupy to dla mnie udręka.
Pewnie większość facetów myśli podobnie, bo przecież to dla nas strata czasu.
Najważniejsze, by weszła stopa do buta, by spodnie zapięły się w pasie... i już mnie nie ma w sklepie.
Nie znaczy to jednak, że nie przykładam większego znaczenia do jakości ubioru.
Dzięki nabytej, w czasach licealnych, umiejętności szukania ubrań w tzw. lumpexach, wiele razy udawało mi się kupić rzeczy jak nowe za 1 - 10 zł i to markowe. 
Do lumpexów zacząłem chodzić ze złości na spodnie jeansowe LEVIS, które kupiłem za 150 zł, a po miesiącu miałem wytartą dziurę w kroczu.
Jak widać z tą jakością ubrań znanych firm jest różnie, no ale na pewno wyraźnie lepiej, niż z podróbkami "made in China". A gdy jeszcze udaje się upolować markowe, nowe ubrania za małe pieniądze w lumpexie to już w ogóle ta sprawa wygląda korzystnie.
Gdy lumpexy wchodziły na polski rynek, z jakością (stopniem zużycia) ubrań było różnie. Obecnie też jeszcze są takie mało atrakcyjne towary, ale mam dwa takie punkty, gdzie śmiało znajdę co tydzień jedną nową rzecz w moim guście.
Staram się korzystać zarówno z lumpexów, jak i sieci handlowych, bo tak jest chyba najlepiej - np. nowe buty bardzo trudno znaleźć w sklepie z odzieżą używaną, z kolei kurtki, podkoszulki i koszule bardzo często można znaleźć w bardzo dobrym stanie w lumpexach i to za symboliczną cenę, co mogę udowodnić.
Poniżej przedstawiam moją ostatnio skompletowaną odzież i buty.


1. Czapka ze sklepu RESERVED "Przygoda w dziczy (puszczy)" z wzorem niedźwiedzia - 40 zł;
2. Jak nowa koszulka polo granatowa ESPRIT i kurtka ESPRIT (ze zdjęcia na samej górze) - po 3 zł każda z rzeczy w lumpexie;
3. Jak nowe spodnie zielono-szare BISON (98% bawełny) - 10 zł w lumpexie;
4. Pasek jasnobrązowy ze sklepu HOUSE - 35 zł;
5. Buty SOLOGNAC ze sklepu DECATHLON - 64,99 zł (sznurówki zmieniłem na zielone, dokupione osobno w sklepie obuwniczym).

Przemyślenia pozostawiam wszystkim czytelnikom, bo o gustach się nie dyskutuje, więc nie będę nikogo przekonywał na siłę do mojego stylu i sposobu ubierania się.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

WYKREŚLANKA


Odgadnij i wypisz na kartce nazwy 9 zwierząt. Następnie wykreśl wszystkie te litery, które powtarzają się parzyście.
Z pozostałych liter utwórz jeden wyraz - dla ułatwienia dodam, że jest on ośmioliterowy.

1. W zależności od tego ile ma lat, nazywany jest przelatkiem, lub wycinkiem. Na początku jednak to zawsze warchlak.
2. Jeśli pustynny, to fenek.
3. Albert Einstein ujął dosadnie, że gdy one wyginą, to ludzkości pozostanie 4 lata istnienia.
4. Ni pies, ni ... .
5. Według powiedzenia, on nie chce na deszcz kaptura.
6. Szafirowa, zielona, oliwkowa, hiacyntowa - to tylko kilka odmian tego ptaka z rodziny papugowatych.
7. Słysząc jego nazwę można pomyśleć, że ktoś pyta ciebie, czy coś konsumujesz.
8. Jeden wystarczy, by zrodziła się w nas arachnofobia.
9. To zwierzę zawsze utożsamiane jest z laską Asklepiosa.


środa, 7 marca 2018

CZAS NA LEŚNĄ EKSPEDYCJĘ

Foto: Mój zegarek na tle kalendarza leśnego na 2017 r.

Wiele miesięcy szukałem zegarka dla siebie. Z racji tego, że lubię strój outdoorowy, naturalną rzeczą było poszukiwanie takiego też zegarka.
Jestem dość wybredny i zegarek outdoorowy dla mnie musi mieć trzy rzeczy:
1. Pasek (żadnej bransolety, gumy, a sam pasek nie może mieć białych nici);
2. Dwa przyciski po prawej stronie (chronograf);
3. Obudowę "z pazurem" - żadne gładkookrągłe koperty.

Wiele czasu spędziłem na różnych wyszukiwarkach internetowych i poza marką Timex z serii Expedition nie znalazłem niczego odpowiedniego dla siebie.
Szczególnie mocno zaintrygował mnie model t49626 (kupiony od razu w 2016 r. - zdjęcie faktury poniżej).


Poza nim, w grudniu 2017 r. nabyłem model tw4b01600 (moje zdjęcie na początku postu).
Te dwie różne serie zegarków wyróżnia najbardziej kolor koperty, który w t49626 jest srebrnometaliczny, a w nowozakupionym - przyciemniony.
Przy drugiej decyzji zakupowej wygrała u mnie bardziej czytelna tarcza zegarka, jednak im dłużej go noszę, to skłaniam się ku zmianie na poprzedni, sprzedany już, model - jasna obudowa lepiej pasuje do jasnych koszul.
Jak wiecie, lubię kolor zieleni, dlatego pierwsze co zrobiłem przy zakupie obu zegarków, to dokupiłem odpowiedni pasek, a taki znalazłem też w timex'ie - model t49822 (zdjęcie poniżej).

Źródło: czasownia.pl

Polecam, bo zegarek naprawdę staje się "leśny", a z modelem t49626 to już rarytas.
Porównanie t49626 i tw4b01600 (z oryginalnymi paskami) poniżej na zdjęciu.


sobota, 3 lutego 2018

BLOGOWA PASJA PO JAPOŃSKU CZYLI PO TO MI TO


Wiele osób pisze do mnie, żebym przemyślał jeszcze raz sens prowadzenia niezarobkowego bloga.
Widzą bowiem u mnie niewykorzystane możliwości, m.in. reklamowanie odzieży, obuwia trekkingowego firm lub własnej odzieży z logo bloga.
Również inne gadżety z logo bloga mógłbym sprzedawać, lub przekazywać jako nagrody w konkursach w dziale "Łamigłówki" tylko, ... że nie o to mi chodziło, by robić z bloga maszynki do zarabiania pieniędzy, pod przykrywką (tak bym to odebrał) ochrony przyrody.
Dziękuję za przesłane rady, ale... .
Jestem miłośnikiem lasów i to, co robię, i o czym piszę, wynika z mojej pasji:
1. Jeśli opisuję, w dziale "Leśne problemy...", swoje odczucia wobec ingerencji ludzi na środowisko, robię to z poczucia odpowiedzialności i oburzenia.
2. Swoje zakupy ("Outdoorowy styl...") prezentuję, by podzielić się z czytelnikami fajnymi (moim zdaniem) celami zakupowymi.
Jeśli opisuję, że kupiłem coś dzięki wyszukiwarce cenowej o wiele taniej, nie oznacza, że promuję konkretną stronę internetową - liczby nie kłamią i jak coś jest tańsze, to po prostu jest. Po co przepłacać?
Wskazując miejsca (konkretne sklepy z nazwy) nie robię im świadomie reklamy, tylko stwierdzam fakt zakupowy.
Jeśli jednak firma zechce mi coś okazjonalnie udostępnić do testu lub zlecić napisanie artykułu za gratyfikację, niech liczy się z tym, że wyraźnie zaznaczę, że tekst jest sponsorowany, a swoją ocenę o produkcie nie będę sztucznie zawyżał.
Mam prawo subiektywnie przedstawiać zarówno wady, jak i zalety produktu.
Zresztą najpierw dany produkt musiałby pasować do filozofii mojego bloga, bo proszków do prania, czy kredytów, nie będę tu reklamował.
3. "Łamigłówki" są kolejną twarzą mojego charakteru. Jestem fascynatem logicznych zagadek, lubię matematykę, dlatego nie mogło zabraknąć tej formy rozrywki na moim blogu.
Wszystkie łamigłówki (jak i zdjęcia, grafiki) na moim blogu są mojego autorstwa - wszystkie odstępstwa od tej zasady (o ile wystąpią) na pewno wyraźnie oznaczę.
4. Gadżety blogowe to tak naprawdę moje zaspokojenie potrzeby posiadania znakowanych rzeczy.
Nie zawsze udaje się kupić rzeczy takie, jakie mamy na myśli, stąd też pomysł na propagowanie bloga, a zarazem gromadzenie własnej tożsamości blogowej na różnych nośnikach.
5. "Wyprawy w poszukiwaniu zieleni" to wycieczki (tylko krajowe) przybliżające tereny, które warto odwiedzić, by zaczerpnąć świeżego powietrza.

Ogarnięcie własnych spraw życia codziennego i czas spędzony w pracy, wystarczająco absorbują mnie, bym nie musiał myśleć o dodatkowych rzeczach, jakie mogą wystąpić przy zakładaniu i prowadzeniu zarobkowego bloga. Są to np. sprawy urzędowe, w tym rozliczenia podatkowe, opłaty, które zabijają pasję w mniejszym lub większym stopniu, ukierunkowując blog na czerpanie z niego zysków, by zarobił na przysłowiowy ZUS.
Odwiedzam i czytam wiele blogów i widzę ukryte intencje ich właścicieli, którzy zarzekają się, że nie chodzi im o korzyści finansowe, ale kategoria "Współpraca" widnieje w ich menu blogowym.
Rozumiem, że zyski mają małe, czasem ich nie mają mimo starań, ale tak naprawdę to efekt podejścia komercyjnego do bloga. Po prostu ludzie takim blogom nie ufają - ja na pewno.
Jestem szczery facet, czasem do bólu, i uważam, że lepiej wprost powiedzieć, że blog służy TEŻ do zarobkowania, niż stracić wiarygodność w oczach czytelników dla nędznych paru groszy.
Nie odżegnuję się tutaj od możliwości skorzystania, w przyszłości, z jakiejś formy zarobkowania (nigdy nie mów nigdy), bo różni ludzie do mnie piszą, a może i zdarzy się, że jakieś firmy będą zainteresowane współpracą ze mną, ale ja o to nie zabiegam i nie zamierzam pisać do nich maili, przekonując, jakiego to mam super bloga.
Póki co, blog jest moją pasją (na tym aspekcie skupiam się na 100%) i choć czasem szablon strony kaprysi, to pisanie postów, udoskonalanie treści bloga oraz szukanie rozwiązań w nieznanym mi języku html sprawia mi wiele radości i satysfakcji.
...A czemu napisałem "blogowa pasja po japońsku"? Chęć prowadzenia bloga przyrodniczego zrodziła się w Ogrodzie Japońskim we Wrocławiu.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

NIE UJARZMISZ DZIKIEJ NATURY


Foto: Proponuję zbliżać się tylko do takich miśków.

Ciekawość bliższego przebywania ze zwierzyną leśną, chęć pogłaskania, przytulenia młodych, dokarmianie - to częste przyczyny ingerencji w życie dzikich zwierząt. Niestety w wielu przypadkach, taki kontakt (niedoświadczonych miłośników zwierząt) kończy się niebezpiecznie dla nich, lub zwierząt.
Młode, na sierści których pozostawiamy swój zapach, mogą zostać odtrącone przez swoje matki i, bez pożywienia, zginąć.
Dorosłe, dzikie zwierzę nie rozróżni natomiast, czy mamy wobec niego dobre, czy złe intencje, zbliżając się nawet powoli.
Jeśli jest to drapieżnik sprawa wygląda jeszcze bardziej niebezpiecznie.
Trzeba pamiętać, że zagrożenie utraty zdrowia, życia, może nastąpić ze strony każdego osobnika, nawet takiego, którego nie podejrzewalibyśmy o groźne zachowanie.

Poniżej umieściłem link do krótkiego filmu, na który natrafiłem, jako przestrogę, byśmy traktowali zwierzęta z respektem.


Źródło: You Tube

poniedziałek, 18 grudnia 2017

GRANICE WYTRZYMAŁOŚCI

Parki, łąki, lasy. Cóż byśmy bez nich zrobili?
Gdyby nie wymiana gazowa, nie mielibyśmy czym oddychać.
Czy kogoś interesuje to, ile jeszcze są w stanie przyjąć trucizn na swoje "barki"? Przestrogą niech będzie film "Zdarzenie" M. Nighta Shyamalana, reżysera słynnego filmu "6 zmysł". Wszyscy mamy swoje granice wytrzymałości i obawiam się, że przyroda także. Buntując się wszechobecnemu zatruwaniu środowiska, może nas dotkliwie ukarać. Parafrazując znane powiedzenie, mogę powiedzieć, że: "Kto walczy z przyrodą, od przyrody ginie". Efekt cieplarniany to dopiero początek. To danie nam szansy na opamiętanie się. 
Pytanie, czy ją wykorzystamy?


piątek, 24 listopada 2017

KRZYK NATURY

Foto: Graffiti zaobserwowane na jednym z koszalińskich budynków

Rzeczywistość jest smutna.
"Dzięki" tzw. ustawie pana ministra środowiska Jana Szyszko, od 1 stycznia 2017 r. krzewy i drzewa na prywatnych terenach, których właścicielami są osoby fizyczne, mogą być wycinane bez zgody (pozwolenia, nadzoru) organów samorządowych (wójta, burmistrza czy prezydenta miasta).
W wyniku tego, coraz więcej drzew i krzewów znika z naszych ulic, parków i osiedli. 
Okazuje się, bowiem, że tereny, które dla mieszkańca miasta wyglądały na miejskie, są w posiadaniu osób prywatnych.
Najgorsze jest to, że wycinane są dorosłe drzewa, które (w przeciwieństwie do młodych drzewek) mają większą zdolność absorpcji dwutlenku węgla i innych gazów.
Po fali oburzenia, na jaką naraziło się Ministerstwo Środowiska, następują zmiany w przepisach i powrót do obowiązku zgłaszania wycinki drzew do właściwego urzędu (krzewy są wyłączone z tego obowiązku).
Nikt nie wie, jak daleko wycinka drzew zaszkodzi naszemu klimatowi, zwiększy poziom zanieczyszczenia, jednak fakt nastąpił i musi upłynąć dużo czasu, by wszystko wróciło do pierwotnego stanu.
Rozumiem właścicieli domków, którzy 25 lat temu posadzili drzewa (lub mieli samosiejki na posesji), a teraz chcą je ściąć, bo zagrażają bezpieczeństwu.
Największe oburzenie budzi wycinka w prywatnych parkach i lasach, które kiedyś były we władaniu samorządów lokalnych.
Działania zmierzające do wycinki drzew na takich terenach są zwykłym, bezdusznym działaniem biznesowym, nastawionym na zysk.
Dobrze, że ludzie się opamiętali i stanęli w obronie przyrody, a w konsekwencji, w obronie własnego życia.
Są pewne wartości, deprecjacji których (przepisami prawnymi) nie można lekceważyć, bo w końcu zginiemy w natłoku betonu i smogu miejskiego.

niedziela, 29 października 2017

ETYKA ŁOWIECKA

Foto: Trofeum w jednej z zakopiańskich karczm

Przeglądając strony internetowe, natknąłem się na akcję społeczną "Nie podaję ręki myśliwym" (odsyłacz do strony).
Skłoniło mnie to, do napisania kilku słów w tym temacie.
Z myślistwem miałem styczność praktycznie od pierwszej klasy podstawówki, będąc często w odwiedzinach u kolegi.
W związku z tym, iż jego ojciec pasjonował się łowiectwem, mogłem oglądać dziesiątki poroży i wypchane zwierzęta, umieszczone na ścianach salonu.
Wtedy uważałem taką profesję za coś niestosownego - chwalić się zabiciem bezbronnego stworzenia?
Z wiekiem zacząłem dostrzegać, że myśliwi to ludzie, którzy poza pasją polowań, w równym stopniu przyczyniają się do poprawy stanu środowiska oraz regulują równowagę w świecie zwierząt, poprzez stosowny odłów i przetransportowanie osobników w inne miejsca, w sytuacji zwiększającej się populacji danego gatunku.
Jak w każdej rodzinie, tak i w braci łowieckiej, znaleźć można czarne owce.
Istnieje bowiem znacząca grupa tzw. weekendowych myśliwych, dla których, nie ma co ukrywać, głównym powodem wstąpienia do związku łowieckiego (zgodnie z prawem łowieckim tylko tak można zostać pełnoprawnym myśliwym) była chęć zaspokojenia własnego "ego" lub/i zarobkowania na polowaniach, pozyskiwania mięsa zwierząt. Nie przejawiają oni większego zainteresowania działalnością non-profit w, szeroko pojętej, gospodarce łowieckiej.
Tu istnieje duży problem etyczny, czy tacy ludzie powinni mieć uprawnienia, skoro nie myślą nawet o ochronie, pielęgnacji, otoczenia leśnego, a skupiają się głównie na czerpaniu korzyści z polowań?
Ideą akcji "Nie podaję ręki myśliwym" jest jednak piętnowanie wszystkich myśliwych, gdyż nikt im nie dał moralnego prawa do zabijania zwierzyny.
Jako końcowe ogniwo łańcucha pokarmowego, staliśmy się obojętni na los naszych "mniejszych braci". 
Polowanie na ptactwo i małe ssaki stało się elitarną rozrywką w świetle prawa.
Podporządkowujemy sobie świat zwierząt, nie bacząc na moralny aspekt działań, a przecież to my zasiedlamy tereny uprzednio zajęte przez dziką zwierzynę.
Powstające osiedla na skajach lasów są tego najlepszym przykładem.
Mimo wielu akcji protestacyjnych, ujawniających i piętnujących bezduszne polowania, nie mam wątpliwości, że łowiectwo, jako gospodarka, jest potrzebne.
Zwalczanie kłusownictwa, usuwanie pułapek na zwierzynę, odłowy zwierząt i ich przesiedlenia, tworzenie osłon lęgowych, zadrzewianie, zakrzewianie, ochrona ludności i mienia przed drapieżnikami - to niektóre sytuacje, gdzie pomoc myśliwego staje się nieodzowna. Jest to o tyle istotne, że tak naprawdę w tej sferze trudno znaleźć jakąkolwiek instytucję państwową, zainteresowaną pomocą w wyżej wymienionych przypadkach.
W nadleśnictwach, jako instytucjach o najbardziej zbliżonym terytorialnie profilu funkcjonowania, nie przewiduje się (w myśl przepisów) miejsca na łowcze działania w tak szerokim zakresie.
Wszelkie uregulowania prawne i zasady etyczne powinny oczywiście skuteczniej eliminować wszelkie patologie, a nie jedynie usprawiedliwiać zachowanie łowczych względami sanitarnymi, niby zabezpieczającymi przed zagrożeniem np. epidemiologicznym ze strony zwierząt.
Wilk, ryś, czy niedźwiedź, to właściwe osobniki do likwidowania słabych i chorych istot leśnych - więcej na ten temat przeczytasz np. tutaj.
Może warto dać im szansę?
Owszem, są niebezpieczni dla ludzi i zwierząt hodowlanych, ale głównie dlatego, że wkraczamy w ich naturalne środowisko. Nasza ingerencja w tereny zielone (wycinka drzew pod drogi i mieszkalnictwo) oraz polowania na zwierzynę, stanowiącą ich pokarm, zmusza tę trójkę zwierząt do wypraw poza obszary leśne. Zatem bez powodu nas nie niepokoją.
Chcąc jednak regulować w inny sposób populację zwierząt, spytam retorycznie: dlaczego psy i koty można sterylizować, kastrować, a takiego dzika już niekoniecznie? 
Bo jego zjadamy? Śmiem twierdzić, że to jest główny powód.
Gdyby dziczyzna nie była jadalna, ilość myśliwych zmniejszyła by się drastycznie.
Odszkodowania, jakie muszą płacić koła łowieckie,  to drugi powód ostrzału.  
Rekompensowanie części strat mięsem dziczyzny i przy okazji likwidowane potencjalnych strat finansowych, wydaje się uzasadniać ekonomiczny powód polowań,  w tym dla obcokrajowców.

Trzeba pamiętać, że dziki też pełnią określoną funkcję w gospodarce leśnej - rozsiewają nasiona kwiatów, użyźniają glebę, zjadają małe szkodniki leśne.

Wracając, zatem, do punktu wyjścia, podzielam wzburzenie autorów kampanii społecznej jako przeciwników polowań i przyznaję rację w większości przypadków.
Łatwiej człowiekowi pozbawić życia bezbronnego zwierzęcia i jeszcze na tym zarobić, niż ponieść większe koszty, by zastosować bezkrwawy wariant regulacji liczebności gatunku.
Póki świadomość ludzka nie dojrzeje do humanitarnych rozwiązań systemowych, jeszcze długo przyjdzie nam przyglądać się temu kontrowersyjnemu hobby, gdzie myśliwi (bez wyrzutów sumienia) fotografują się, z uśmiechem, nad upolowanym trofeum.
Taki obrazek jest chyba najbardziej nieetyczny, niewybaczalny i za takie zachowanie obrywa się myśliwym najbardziej, od obrońców zwierząt, na całym świecie.
Polowanie to coraz częściej bezduszna rekreacja, mająca na celu podbudowanie niskiej samooceny, pokazania swojej wyższości, ważności... tylko wobec kogo? Bezbronnego zwierza? 
Tak zwane elity pasjonują się myślistwem i lobbują, by nie zrywać z tradycją. Tylko, że tradycję tworzą ludzie, to ich wymysł powielany przez lata. Zaprzestanie weekedowych polowań nie uczyni nas gorszymi, bez tożsamości, i nie zostawi nas w kulturowej pustce.

Jak już wspomniałem, nie można jednak traktować działalności wszystkich związków łowieckich jako zła i umniejszać ich roli nawet, gdy myśliwy sięga po broń by zadać szybką śmierć rannemu, męczącemu się, zwierzęciu, czy w obronie ludzkiego życia.
Również polowania w ramach limitu odstrzału, przy zachowaniu stosownej powagi, oddaniu czci padłemu ssakowi, można by było uznać za właściwe, gdy zachwiana zostaje równowaga w środowisku zwierząt, a nie ma szybkiej możliwości przywrócenia jej samoistnie bez narażania zwierząt na np. samosąd ze strony rolników, czy indywidualnych ludzi,...ale to już poddaję indywidualnej ocenie etycznej każdego z was.

sobota, 23 września 2017

W OBRONIE PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ

Bycie człowiekiem naznaczone jest przywarą, która objawia się tym, że wszyscy wszystko wiedzą lepiej.
Dobre rady są potrzebne. Gdy, jednak, narzucanie innym swojego światopoglądu, stylu życia, prowadzi do dewastacji lasów i dotyka także ich mieszkańców, musimy zareagować obronnie.
Przyroda nie ma głosu, nie może się obronić przed ekspansją ludzi i ich subiektywnymi poglądami.
Wycinanie lasu tylko dlatego, bo ktoś z większą władzą tak postanowił, musi budzić w nas chęć protestu. 
Lasy to nasze pierwotne płuca i każdy krok do ich zmniejszenia, powinien być przeanalizowany rosądnie, merytorycznie, z wyczerpującym uzasadnieniem.
Wielu ludzi, w tym mnie, wzburzył ostatnio fakt, że korniki atakujące długowieczne drzewa liściaste, uzasadniły decyzję o wycince drzew na skalę masową i planowanego (na później) zastępowania ich młodymi sadzonkami.
Korniki to nie bakterie, które zatruwają tlen, a każde wycięte drzewo to utrata tego drogocennego pierwiastka.
Jeśli jedno wieloletnie drzewo liściaste potrafi wytworzyć, dzięki fotosyntezie, tyle samo tlenu, co 2700 młodych sadzonek, to albo jesteśmy na bakier z logicznym myśleniem, albo nie przywiązujemy wagi do tego, w jakim powietrzu przyjdzie nam wkrótce żyć.
 

 

sobota, 26 sierpnia 2017

ETYMOLOGIA NAZWY BLOGA I JAK POWSTAWAŁO LOGO

Większość spraw, które robimy w życiu, służy naszemu rozwojowi.
Dopóki jednak nie poznamy siebie, trudno mówić o realizacji jakichkolwiek celów.
Bez przemyślanych zasad postępowania, dostosowanych do naszych wewnętrznych odczuć i pragnień, a przede wszystkim bez określenia podstawowych celów, nasze życie byłoby jak dryfowanie po morzu na tratwie.
Jeśli jakimś cudem nie utoniemy, to jest szansa, że w końcu gdzieś dopłyniemy - tylko czy będziemy zadowoleni wtedy z życia?
Nikt lepiej nas nie nauczy dążenia do celu, jak zwierzęta.
Godzinami mogę patrzeć na ich spryt, przebiegłość, cierpliwość w drodze do zdobycia np. pokarmu.
Wytrwałość w działaniu niedźwiedzia, czy wilka, przejawia się również w ich możliwościach wędrownych, przekraczających ponad 20 km dziennie - ja też lubię pokonywać taki dystans pieszo.
Niedźwiedź to dla mnie symbol siły i niezależności, a zarazem zimowego wyciszenia. Moje imię pochodzi z języka celtyckiego, również od słowa niedźwiedź (art/arth; ur - młody). 
Wilka natomiast cenię za cierpliwość, wierność zasadom, sprawną współpracę w grupie, inteligencję.
Każdy z nich budzi respekt, choć jednocześnie fascynuje.
Wiele cech tych zwierząt odnalazłem w sobie, lub stanowią dla mnie drogowskaz w życiu, dlatego użyłem ich w logo mojego bloga (symbolu).
Aby zobrazować nazwę bloga, narysowałem profil niedźwiedzia i wilka, jeden na drugim.

Foto: Pierwszy szkic symbolu (sygnetu)

Taki zabieg miał za zadanie stworzyć wrażenie, że moja osobowość jest połączeniem (przenikaniem się) cech obydwu z nich.

Dwa zdania dodane w dniu 20 czerwca 2018 r.:
Pierwotnie wymyśliłem nazwę angielską "BEAR WOLF", i nawet ją zastosowałem do bloga wcześniej, jednak ostatecznie zdecydowałem się na mniej oklepaną nazwę: "HIDDEN BEAR" czyli "ukryty niedźwiedź".
Pomysł na taką nazwę (patrząc na logo) wydaje się być oczywisty. 

Foto: Dopracowany i zeskanowany sygnet (plik .png)

Wizerunek drapieżnych zwierząt umieszczany na różnych gadżetach, czy nawet używany przez wielu ludzi jako tatuaż na ciele, to próba socjotechnicznego wpływu na otoczenie, przez kreowanie się na groźnego osobnika. W moim przypadku tak nie jest.
Ten symbol daje mi po prostu pozytywny impuls na każdy dzień, by nigdy się nie poddawać.
Pokazuje także moją bliskość emocjonalną z przyrodą, na której ochronę mam zamiar zwrócić uwagę wszystkich odwiedzających blog - niedźwiedź i wilk to gatunki prawnie chronione.


Foto: Projekt logo do wektorowej wersji (plik .png) - wersja zmieniona w dniu 20.06.2018 r.
o logotyp - zamiast "BEAR WOLF", nazwa "HIDDEN BEAR"