poniedziałek, 18 grudnia 2017

GRANICE WYTRZYMAŁOŚCI

Parki, łąki, lasy. Cóż byśmy bez nich zrobili?
Gdyby nie wymiana gazowa, nie mielibyśmy czym oddychać.
Czy kogoś interesuje to, ile jeszcze są w stanie przyjąć trucizn na swoje "barki"? Przestrogą niech będzie film "Zdarzenie" M. Nighta Shyamalana, reżysera słynnego filmu "6 zmysł". Wszyscy mamy swoje granice wytrzymałości i obawiam się, że przyroda także. Buntując się wszechobecnemu zatruwaniu środowiska, może nas dotkliwie ukarać. Parafrazując znane powiedzenie, mogę powiedzieć, że: "Kto walczy z przyrodą, od przyrody ginie". Efekt cieplarniany to dopiero początek. To danie nam szansy na opamiętanie się. 
Pytanie, czy ją wykorzystamy?


piątek, 24 listopada 2017

KRZYK NATURY

Foto: Graffiti zaobserwowane na jednym z koszalińskich budynków

Rzeczywistość jest smutna.
"Dzięki" tzw. ustawie pana ministra środowiska Jana Szyszko, od 1 stycznia 2017 r. krzewy i drzewa na prywatnych terenach, których właścicielami są osoby fizyczne, mogą być wycinane bez zgody (pozwolenia, nadzoru) organów samorządowych (wójta, burmistrza czy prezydenta miasta).
W wyniku tego, coraz więcej drzew i krzewów znika z naszych ulic, parków i osiedli. 
Okazuje się, bowiem, że tereny, które dla mieszkańca miasta wyglądały na miejskie, są w posiadaniu osób prywatnych.
Najgorsze jest to, że wycinane są dorosłe drzewa, które (w przeciwieństwie do młodych drzewek) mają większą zdolność absorpcji dwutlenku węgla i innych gazów.
Po fali oburzenia, na jaką naraziło się Ministerstwo Środowiska, następują zmiany w przepisach i powrót do obowiązku zgłaszania wycinki drzew do właściwego urzędu (krzewy są wyłączone z tego obowiązku).
Nikt nie wie, jak daleko wycinka drzew zaszkodzi naszemu klimatowi, zwiększy poziom zanieczyszczenia, jednak fakt nastąpił i musi upłynąć dużo czasu, by wszystko wróciło do pierwotnego stanu.
Rozumiem właścicieli domków, którzy 25 lat temu posadzili drzewa (lub mieli samosiejki na posesji), a teraz chcą je ściąć, bo zagrażają bezpieczeństwu.
Największe oburzenie budzi wycinka w prywatnych parkach i lasach, które kiedyś były we władaniu samorządów lokalnych.
Działania zmierzające do wycinki drzew na takich terenach są zwykłym, bezdusznym działaniem biznesowym, nastawionym na zysk.
Dobrze, że ludzie się opamiętali i stanęli w obronie przyrody, a w konsekwencji, w obronie własnego życia.
Są pewne wartości, deprecjacji których (przepisami prawnymi) nie można lekceważyć, bo w końcu zginiemy w natłoku betonu i smogu miejskiego.

niedziela, 29 października 2017

ETYKA ŁOWIECKA

Foto: Trofeum w jednej z zakopiańskich karczm

Przeglądając strony internetowe, natknąłem się na akcję społeczną "Nie podaję ręki myśliwym" (odsyłacz do strony).
Skłoniło mnie to, do napisania kilku słów w tym temacie.
Z myślistwem miałem styczność praktycznie od pierwszej klasy podstawówki, będąc często w odwiedzinach u kolegi.
W związku z tym, iż jego ojciec pasjonował się łowiectwem, mogłem oglądać dziesiątki poroży i wypchane zwierzęta, umieszczone na ścianach salonu.
Wtedy uważałem taką profesję za coś niestosownego - chwalić się zabiciem bezbronnego stworzenia?
Z wiekiem zacząłem dostrzegać, że myśliwi to ludzie, którzy poza pasją polowań, w równym stopniu przyczyniają się do poprawy stanu środowiska oraz regulują równowagę w świecie zwierząt, poprzez stosowny odłów i przetransportowanie osobników w inne miejsca, w sytuacji zwiększającej się populacji danego gatunku.
Jak w każdej rodzinie, tak i w braci łowieckiej, znaleźć można czarne owce.
Istnieje bowiem znacząca grupa tzw. weekendowych myśliwych, dla których, nie ma co ukrywać, głównym powodem wstąpienia do związku łowieckiego (zgodnie z prawem łowieckim tylko tak można zostać pełnoprawnym myśliwym) była chęć zaspokojenia własnego "ego" lub/i zarobkowania na polowaniach, pozyskiwania mięsa zwierząt. Nie przejawiają oni większego zainteresowania działalnością non-profit w, szeroko pojętej, gospodarce łowieckiej.
Tu istnieje duży problem etyczny, czy tacy ludzie powinni mieć uprawnienia, skoro nie myślą nawet o ochronie, pielęgnacji, otoczenia leśnego, a skupiają się głównie na czerpaniu korzyści z polowań?
Ideą akcji "Nie podaję ręki myśliwym" jest jednak piętnowanie wszystkich myśliwych, gdyż nikt im nie dał moralnego prawa do zabijania zwierzyny.
Jako końcowe ogniwo łańcucha pokarmowego, staliśmy się obojętni na los naszych "mniejszych braci". 
Polowanie na ptactwo i małe ssaki stało się elitarną rozrywką w świetle prawa.
Podporządkowujemy sobie świat zwierząt, nie bacząc na moralny aspekt działań, a przecież to my zasiedlamy tereny uprzednio zajęte przez dziką zwierzynę.
Powstające osiedla na skajach lasów są tego najlepszym przykładem.
Mimo wielu akcji protestacyjnych, ujawniających i piętnujących bezduszne polowania, nie mam wątpliwości, że łowiectwo, jako gospodarka, jest potrzebne.
Zwalczanie kłusownictwa, usuwanie pułapek na zwierzynę, odłowy zwierząt i ich przesiedlenia, tworzenie osłon lęgowych, zadrzewianie, zakrzewianie, ochrona ludności i mienia przed drapieżnikami - to niektóre sytuacje, gdzie pomoc myśliwego staje się nieodzowna. Jest to o tyle istotne, że tak naprawdę w tej sferze trudno znaleźć jakąkolwiek instytucję państwową, zainteresowaną pomocą w wyżej wymienionych przypadkach.
W nadleśnictwach, jako instytucjach o najbardziej zbliżonym terytorialnie profilu funkcjonowania, nie przewiduje się (w myśl przepisów) miejsca na łowcze działania w tak szerokim zakresie.
Wszelkie uregulowania prawne i zasady etyczne powinny oczywiście skuteczniej eliminować wszelkie patologie, a nie jedynie usprawiedliwiać zachowanie łowczych względami sanitarnymi, niby zabezpieczającymi przed zagrożeniem np. epidemiologicznym ze strony zwierząt.
Wilk, ryś, czy niedźwiedź, to właściwe osobniki do likwidowania słabych i chorych istot leśnych - więcej na ten temat przeczytasz np. tutaj.
Może warto dać im szansę?
Owszem, są niebezpieczni dla ludzi i zwierząt hodowlanych, ale głównie dlatego, że wkraczamy w ich naturalne środowisko. Nasza ingerencja w tereny zielone (wycinka drzew pod drogi i mieszkalnictwo) oraz polowania na zwierzynę, stanowiącą ich pokarm, zmusza tę trójkę zwierząt do wypraw poza obszary leśne. Zatem bez powodu nas nie niepokoją.
Chcąc jednak regulować w inny sposób populację zwierząt, spytam retorycznie: dlaczego psy i koty można sterylizować, kastrować, a takiego dzika już niekoniecznie? 
Bo jego zjadamy? Śmiem twierdzić, że to jest główny powód.
Gdyby dziczyzna nie była jadalna, ilość myśliwych zmniejszyła by się drastycznie.
Odszkodowania, jakie muszą płacić koła łowieckie,  to drugi powód ostrzału.  
Rekompensowanie części strat mięsem dziczyzny i przy okazji likwidowane potencjalnych strat finansowych, wydaje się uzasadniać ekonomiczny powód polowań,  w tym dla obcokrajowców.

Trzeba pamiętać, że dziki też pełnią określoną funkcję w gospodarce leśnej - rozsiewają nasiona kwiatów, użyźniają glebę, zjadają małe szkodniki leśne.

Wracając, zatem, do punktu wyjścia, podzielam wzburzenie autorów kampanii społecznej jako przeciwników polowań i przyznaję rację w większości przypadków.
Łatwiej człowiekowi pozbawić życia bezbronnego zwierzęcia i jeszcze na tym zarobić, niż ponieść większe koszty, by zastosować bezkrwawy wariant regulacji liczebności gatunku.
Póki świadomość ludzka nie dojrzeje do humanitarnych rozwiązań systemowych, jeszcze długo przyjdzie nam przyglądać się temu kontrowersyjnemu hobby, gdzie myśliwi (bez wyrzutów sumienia) fotografują się, z uśmiechem, nad upolowanym trofeum.
Taki obrazek jest chyba najbardziej nieetyczny, niewybaczalny i za takie zachowanie obrywa się myśliwym najbardziej, od obrońców zwierząt, na całym świecie.
Polowanie to coraz częściej bezduszna rekreacja, mająca na celu podbudowanie niskiej samooceny, pokazania swojej wyższości, ważności... tylko wobec kogo? Bezbronnego zwierza? 
Tak zwane elity pasjonują się myślistwem i lobbują, by nie zrywać z tradycją. Tylko, że tradycję tworzą ludzie, to ich wymysł powielany przez lata. Zaprzestanie weekedowych polowań nie uczyni nas gorszymi, bez tożsamości, i nie zostawi nas w kulturowej pustce.

Jak już wspomniałem, nie można jednak traktować działalności wszystkich związków łowieckich jako zła i umniejszać ich roli nawet, gdy myśliwy sięga po broń by zadać szybką śmierć rannemu, męczącemu się, zwierzęciu, czy w obronie ludzkiego życia.
Również polowania w ramach limitu odstrzału, przy zachowaniu stosownej powagi, oddaniu czci padłemu ssakowi, można by było uznać za właściwe, gdy zachwiana zostaje równowaga w środowisku zwierząt, a nie ma szybkiej możliwości przywrócenia jej samoistnie bez narażania zwierząt na np. samosąd ze strony rolników, czy indywidualnych ludzi,...ale to już poddaję indywidualnej ocenie etycznej każdego z was.

sobota, 23 września 2017

W OBRONIE PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ

Bycie człowiekiem naznaczone jest przywarą, która objawia się tym, że wszyscy wszystko wiedzą lepiej.
Dobre rady są potrzebne. Gdy, jednak, narzucanie innym swojego światopoglądu, stylu życia, prowadzi do dewastacji lasów i dotyka także ich mieszkańców, musimy zareagować obronnie.
Przyroda nie ma głosu, nie może się obronić przed ekspansją ludzi i ich subiektywnymi poglądami.
Wycinanie lasu tylko dlatego, bo ktoś z większą władzą tak postanowił, musi budzić w nas chęć protestu. 
Lasy to nasze pierwotne płuca i każdy krok do ich zmniejszenia, powinien być przeanalizowany rosądnie, merytorycznie, z wyczerpującym uzasadnieniem.
Wielu ludzi, w tym mnie, wzburzył ostatnio fakt, że korniki atakujące długowieczne drzewa liściaste, uzasadniły decyzję o wycince drzew na skalę masową i planowanego (na później) zastępowania ich młodymi sadzonkami.
Korniki to nie bakterie, które zatruwają tlen, a każde wycięte drzewo to utrata tego drogocennego pierwiastka.
Jeśli jedno wieloletnie drzewo liściaste potrafi wytworzyć, dzięki fotosyntezie, tyle samo tlenu, co 2700 młodych sadzonek, to albo jesteśmy na bakier z logicznym myśleniem, albo nie przywiązujemy wagi do tego, w jakim powietrzu przyjdzie nam wkrótce żyć.
 

 

sobota, 26 sierpnia 2017

ETYMOLOGIA NAZWY BLOGA I JAK POWSTAWAŁO LOGO

Większość spraw, które robimy w życiu, służy naszemu rozwojowi.
Dopóki jednak nie poznamy siebie, trudno mówić o realizacji jakichkolwiek celów.
Bez przemyślanych zasad postępowania, dostosowanych do naszych wewnętrznych odczuć i pragnień, a przede wszystkim bez określenia podstawowych celów, nasze życie byłoby jak dryfowanie po morzu na tratwie.
Jeśli jakimś cudem nie utoniemy, to jest szansa, że w końcu gdzieś dopłyniemy - tylko czy będziemy zadowoleni wtedy z życia?
Nikt lepiej nas nie nauczy dążenia do celu, jak zwierzęta.
Godzinami mogę patrzeć na ich spryt, przebiegłość, cierpliwość w drodze do zdobycia np. pokarmu.
Wytrwałość w działaniu niedźwiedzia, czy wilka, przejawia się również w ich możliwościach wędrownych, przekraczających ponad 20 km dziennie - ja też lubię pokonywać taki dystans pieszo.
Niedźwiedź to dla mnie symbol siły i niezależności, a zarazem zimowego wyciszenia. Moje imię pochodzi z języka celtyckiego, również od słowa niedźwiedź (art/arth; ur - młody). 
Wilka natomiast cenię za cierpliwość, wierność zasadom, sprawną współpracę w grupie, inteligencję.
Każdy z nich budzi respekt, choć jednocześnie fascynuje.
Wiele cech tych zwierząt odnalazłem w sobie, lub stanowią dla mnie drogowskaz w życiu, dlatego użyłem ich w logo mojego bloga (symbolu).
Aby zobrazować nazwę bloga, narysowałem profil niedźwiedzia i wilka, jeden na drugim.

Foto: Pierwsze kroki w tworzeniu symbolu (sygnetu)

Taki zabieg miał za zadanie stworzyć wrażenie, że moja osobowość jest połączeniem (przenikaniem się) cech obydwu z nich.

Dwa zdania dodane w dniu 20 czerwca 2018 r.:
Pierwotnie wymyśliłem nazwę angielską "BEAR WOLF", i nawet ją zastosowałem do bloga wcześniej, jednak ostatecznie zdecydowałem się na mniej oklepaną nazwę: "HIDDEN BEAR" czyli "ukryty niedźwiedź".
Pomysł na taką nazwę (patrząc na sygnet) wydaje się być oczywisty. 

Foto: Dopracowany sygnet, przerzucony skanem na komputer

Wizerunek drapieżnych zwierząt umieszczany na różnych gadżetach, czy nawet używany przez wielu ludzi jako tatuaż na ciele, to próba socjotechnicznego wpływu na otoczenie, przez kreowanie się na groźnego osobnika. W moim przypadku tak nie jest.
Ten symbol daje mi po prostu pozytywny impuls na każdy dzień, by nigdy się nie poddawać.
Pokazuje także moją bliskość emocjonalną z przyrodą, na której ochronę mam zamiar zwrócić uwagę wszystkich odwiedzających blog - niedźwiedź i wilk to gatunki prawnie chronione.


Foto: Ostateczny projekt logo (z uwzględnieniem zmiany nazwy w dn. 20.06.2018 r.)

Postscriptum.

Inspiracją do stworzenia sygnetu była też fotografia, na którą przypadkiem natrafiłem w Internecie. Umieściłem ją poniżej.
Własnoręcznie narysowany symbol bloga "od zera" (nie odrysowany od zdjęcia), niweluje, przy okazji, wszelkie  spekulacje i  podejrzenia o naruszenie czyichś praw autorskich. 


Foto: Sygnet na tle obróconego zdjęcia (w oryginale zwierzęta patrzą w lewo) - Link do oryginalnej wersji fotografii