poniedziałek, 29 maja 2017

ETYKA ŁOWIECKA

Foto: Trofeum w jednej z zakopiańskich karczm

Przeglądając strony internetowe, natknąłem się na akcję społeczną "Nie podaję ręki myśliwym" (odsyłacz do strony).
Skłoniło mnie to, do napisania kilku słów w tym temacie.
Z myślistwem miałem styczność praktycznie od pierwszej klasy podstawówki, będąc często w odwiedzinach u kolegi.
W związku z tym, iż jego ojciec pasjonował się łowiectwem, mogłem oglądać dziesiątki poroży i wypchane zwierzęta, umieszczone na ścianach salonu.
Wtedy uważałem taką profesję, za coś niestosownego - chwalić się zabiciem bezbronnego stworzenia?
Z wiekiem zacząłem dostrzegać, że myśliwi to ludzie, którzy poza pasją polowań, w równym stopniu przyczyniają się do poprawy stanu środowiska oraz regulują równowagę w świecie zwierząt, poprzez stosowny odłów i przetransportowanie osobników w inne miejsca, w sytuacji zwiększającej się populacji danego gatunku.
Jak w każdej rodzinie, tak i w braci łowieckiej, znaleźć można czarne owce.
Istnieje bowiem znacząca grupa tzw. weekendowych myśliwych, dla których, nie ma co ukrywać, głównym powodem wstąpienia do związku łowieckiego (zgodnie z prawem łowieckim tylko tak można zostać pełnoprawnym myśliwym) była chęć zaspokojenia własnego "ego" lub/i zarobkowania na polowaniach, pozyskiwania mięsa zwierząt. Nie przejawiają oni większego zainteresowania działalnością non-profit w, szeroko pojętej, gospodarce łowieckiej.
Tu istnieje duży problem etyczny, czy tacy ludzie powinni mieć uprawnienia, skoro nie myślą nawet o ochronie, pielęgnacji, otoczenia leśnego, a skupiają się głównie na czerpaniu korzyści z polowań?
Ideą akcji "Nie podaję ręki myśliwym" jest jednak piętnowanie wszystkich myśliwych, gdyż nikt im nie dał moralnego prawa do zabijania zwierzyny.
Jako końcowe ogniwo łańcucha pokarmowego, staliśmy się obojętni na los naszych "mniejszych braci". 
Polowanie na ptactwo i małe ssaki stało się elitarną rozrywką w świetle prawa.
Podporządkowujemy sobie świat zwierząt, nie bacząc na moralny aspekt działań, a przecież to my zasiedlamy tereny uprzednio zajęte przez dziką zwierzynę.
Powstające osiedla na skajach lasów są tego najlepszym przykładem.
Mimo wielu akcji protestacyjnych, ujawniających i piętnujących bezduszne polowania, nie mam wątpliwości, że łowiectwo, jako gospodarka, jest potrzebne.
Zwalczanie kłusownictwa, usuwanie pułapek na zwierzynę, odłowy zwierząt i ich przesiedlenia, tworzenie osłon lęgowych, zadrzewianie, zakrzewianie, ochrona ludności i mienia przed drapieżnikami - to niektóre sytuacje, gdzie pomoc myśliwego staje się nieodzowna. Jest to o tyle istotne, że tak naprawdę w tej sferze trudno znaleźć jakąkolwiek instytucję państwową, zainteresowaną pomocą w wyżej wymienionych przypadkach.
W nadleśnictwach, jako instytucjach o najbardziej zbliżonym terytorialnie profilu funkcjonowania, nie przewiduje się (w myśl przepisów) miejsca na łowcze działania w tak szerokim zakresie.
Wszelkie uregulowania prawne i zasady etyczne powinny oczywiście skuteczniej eliminować wszelkie patologie, a nie jedynie usprawiedliwiać zachowanie łowczych względami sanitarnymi, niby zabezpieczającymi przed zagrożeniem np. epidemiologicznym ze strony zwierząt.
Wilk, ryś, czy niedźwiedź, to właściwe osobniki do likwidowania słabych i chorych istot leśnych - więcej na ten temat przeczytasz np. tutaj.
Może warto dać im szansę?
Owszem, są niebezpieczni dla ludzi i zwierząt hodowlanych, ale głównie dlatego, że wkraczamy w ich naturalne środowisko. Nasza ingerencja w tereny zielone (wycinka drzew pod drogi i mieszkalnictwo) oraz polowania na zwierzynę, stanowiącą ich pokarm, zmusza tę trójkę zwierząt do wypraw poza obszary leśne. Zatem bez powodu nas nie niepokoją.
Chcąc jednak regulować w inny sposób populację zwierząt, spytam retorycznie: dlaczego psy i koty można sterylizować, kastrować, a takiego dzika już niekoniecznie? 
Bo jego zjadamy? Śmiem twierdzić, że to jest główny powód.
Gdyby dziczyzna nie była jadalna, ilość myśliwych zmniejszyła by się drastycznie.
Odszkodowania, jakie muszą płacić koła łowieckie,  to drugi powód ostrzału.  
Rekompensowanie części strat mięsem dziczyzny i przy okazji likwidowane potencjalnych strat finansowych, wydaje się uzasadniać ekonomiczny powód polowań,  w tym dla obcokrajowców.

Trzeba pamiętać, że dziki też pełnią określoną funkcję w gospodarce leśnej - rozsiewają nasiona kwiatów, użyźniają glebę, zjadają małe szkodniki leśne.

Wracając, zatem, do punktu wyjścia, podzielam wzburzenie autorów kampanii społecznej jako przeciwników polowań i przyznaję rację w większości przypadków.
Łatwiej człowiekowi pozbawić życia bezbronnego zwierzęcia i jeszcze na tym zarobić, niż ponieść większe koszty, by zastosować bezkrwawy wariant regulacji liczebności gatunku.
Póki świadomość ludzka nie dojrzeje do humanitarnych rozwiązań systemowych, jeszcze długo przyjdzie nam przyglądać się temu kontrowersyjnemu hobby, gdzie myśliwi (bez wyrzutów sumienia) fotografują się, z uśmiechem, nad upolowanym trofeum.
Taki obrazek jest chyba najbardziej nieetyczny, niewybaczalny i za takie zachowanie obrywa się myśliwym najbardziej, od obrońców zwierząt, na całym świecie.
Polowanie to coraz częściej bezduszna rekreacja, mająca na celu podbudowanie niskiej samooceny, pokazania swojej wyższości, ważności... tylko wobec kogo? Bezbronnego zwierza? 
Tak zwane elity pasjonują się myślistwem i lobbują, by nie zrywać z tradycją. Tylko, że tradycję tworzą ludzie, to ich wymysł powielany przez lata. Zaprzestanie weekedowych polowań nie uczyni nas gorszymi, bez tożsamości, i nie zostawi nas w kulturowej pustce.

Jak już wspomniałem, nie można jednak traktować działalności wszystkich związków łowieckich jako zła i umniejszać ich roli nawet, gdy myśliwy sięga po broń by zadać szybką śmierć rannemu, męczącemu się, zwierzęciu, czy w obronie ludzkiego życia.
Również polowania w ramach limitu odstrzału, przy zachowaniu stosownej powagi, oddaniu czci padłemu ssakowi, można by było uznać za właściwe, gdy zachwiana zostaje równowaga w środowisku zwierząt, a nie ma szybkiej możliwości przywrócenia jej samoistnie bez narażania zwierząt na np. samosąd ze strony rolników, czy indywidualnych ludzi,...ale to już poddaję indywidualnej ocenie etycznej każdego z was.