piątek, 24 listopada 2017

KRZYK NATURY

Foto: Graffiti zaobserwowane na jednym z koszalińskich budynków

Rzeczywistość jest smutna.
"Dzięki" tzw. ustawie pana ministra środowiska Jana Szyszko, od 1 stycznia 2017 r. krzewy i drzewa na prywatnych terenach, których właścicielami są osoby fizyczne, mogą być wycinane bez zgody (pozwolenia, nadzoru) organów samorządowych (wójta, burmistrza czy prezydenta miasta).
W wyniku tego, coraz więcej drzew i krzewów znika z naszych ulic, parków i osiedli. 
Okazuje się, bowiem, że tereny, które dla mieszkańca miasta wyglądały na miejskie, są w posiadaniu osób prywatnych.
Najgorsze jest to, że wycinane są dorosłe drzewa, które (w przeciwieństwie do młodych drzewek) mają większą zdolność absorpcji dwutlenku węgla i innych gazów.
Po fali oburzenia, na jaką naraziło się Ministerstwo Środowiska, następują zmiany w przepisach i powrót do obowiązku zgłaszania wycinki drzew do właściwego urzędu (krzewy są wyłączone z tego obowiązku).
Nikt nie wie, jak daleko wycinka drzew zaszkodzi naszemu klimatowi, zwiększy poziom zanieczyszczenia, jednak fakt nastąpił i musi upłynąć dużo czasu, by wszystko wróciło do pierwotnego stanu.
Rozumiem właścicieli domków, którzy 25 lat temu posadzili drzewa (lub mieli samosiejki na posesji), a teraz chcą je ściąć, bo zagrażają bezpieczeństwu.
Największe oburzenie budzi wycinka w prywatnych parkach i lasach, które kiedyś były we władaniu samorządów lokalnych.
Działania zmierzające do wycinki drzew na takich terenach są zwykłym, bezdusznym działaniem biznesowym, nastawionym na zysk.
Dobrze, że ludzie się opamiętali i stanęli w obronie przyrody, a w konsekwencji, w obronie własnego życia.
Są pewne wartości, deprecjacji których (przepisami prawnymi) nie można lekceważyć, bo w końcu zginiemy w natłoku betonu i smogu miejskiego.